Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

„Wyrżnięcia żywego ciała”. O wcieleniu do Cesarstwa Rosyjskiego części Zamojszczyzny i Chełmszczyzny. I planowanej całkowitej rusyfikacji

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
archiwum Bogdana Nowaka
„Wzięto się do ustalania granicy nowej guberni. Przyczem zastosowano wyższą taktykę: gdy się ustali, że gdzieś tam na zachodzie, w jakiejś wsi, gromadka ludzi była zanotowana w księgach prawosławnej ludności, to już i wszystko, co od tej wioski leży na wschód jest iskoni (od niepamiętnych czasów) rosyjskie” — pisał z oburzeniem jeden z polskich dziennikarzy. „I wciela się to do nowej guberni”.

Takie działania wywołały wśród Polaków oburzenie. Zamojszczyzna i m.in. Chełmszczyzna została uznana bowiem za ziemie „etnicznie rosyjskie” i wcielona do utworzonej w 1912 r. guberni. Miał to być początek całkowitej rusyfikacji tych ziem. Te plany przerwał dopiero wybuch pierwszej wojny światowej.

„Jednym z pierwszych projektów, które ma rząd przedstawić (…) Dumie jest sprawa utworzenia nowej guberni chełmskiej i wyłączeniu jej z Królestwa (Polskiego)” — pisał żurnalista A. Zakrzewski, we wrześniu 1907 r. na łamach czasopisma „Świat”. „Według wiadomości pism rosyjskich, w tych dniach właśnie Rada Ministrów miała ostatecznie wykończyć ów projekt, ustalając granice nowej guberni oraz ustawy prawne i administracyjne, którym podlegać będzie”.

Powiat hrubieszowski „nie lada kąsek”

Nasz kraj na początku XX w. nadal był pod zaborami. Znaczne jego połacie zajmowało Królestwo Polskie, które potocznie zwano wówczas Kongresówką. Była to część dawnej, potężnej Rzeczpospolitej: najpierw połączona unią personalną z Rosją, a potem włączona do potężnego imperium rosyjskiego i nazwana tam (półoficjalnie) Krajem Przywiślańskim.

Większość Polaków tam mieszkających miała jednak szczątkowe poczucie własnej autonomii (np. do 1832 r. Królestwo Polskie posiadało własną konstytucję, wojsko i m.in. monetę, o czym nie zapomniano). Dlatego pomysł wyrwania części ziem z Kongresówki i utworzenia dużej guberni chełmskiej, wchodzącej bezpośrednio w skład Rosji (jako ziemie „rdzennie ruskie”) budził ogromny niepokój.

Zaborcy chcieli jednak ten projekt za wszelką cenę przeforsować. Dlaczego? Z inicjatywą utworzenia nowej, rosyjskiej guberni wystąpił Eulogiusz, prawosławny biskup chełmski. Poczuł się zagrożony skutkami tolerancyjnego ukazu carskiego z kwietnia 1905 r. Cofnięto w tym słynnym rozporządzeniu sankcje za wystąpienie z cerkwi prawosławnej. Dzięki tym zmianom polscy unici nie mieli wprawdzie szans wrócić do starego obrządku (kościół grekokatolicki został przez cara zlikwidowany), ale mogli bez przeszkód wstępować np. do kościoła rzymskokatolickiego. I robili to masowo!

To się rosyjskim, prawosławnym dostojnikom nie podobało. Biskup Eulogiusz uznał, że utworzenie nowej guberni ten proces powstrzyma (bo ludność będzie łatwiej rusyfikować, trzymać w ryzach). Dlatego napisał do carskich władz pismo w tej sprawie. Petycję podpisała także grupa wiernych. Pomysł zaczął krzepnąć, bo zaborcom bardzo przypadł do gustu. Od słów szybko przechodzono do czynów… Projektowano, że w skład tego nowego, gubernianego tworu wejdą ziemie o wielkości kilkunastu tys. km kw.

Był to cały ówczesny powiat bialski, część konstantynowskiego, radzyńskiego, włodawskiego i lubartowskiego oraz zamojskiego, tomaszowskiego i biłgorajskiego. Natomiast powiat hrubieszowski miał zostać wcielony do powołanej guberni chełmskiej w całości! Był to nie lada kąsek. Oszacowano, że na terenie, który planowano wykroić z Kongresówki żyło w sumie ok. 750 tys. osób!

„Tylko pod względem wojskowym gubernia ta ma pozostać w warszawskim okręgu wojennym; pod wszelkimi zaś innemi włączona zostanie do tzw. kraju Południowo-Zachodniego tj. do generał-gubernatorstwa kijowskiego, bo nawet parafie katolickie na terytorium nowej guberni wyłączone będą z diecezyi lubelskiej i zaliczone do łucko-żytomierskiej” — pisał żurnalista „Świata”.

O planowanej reformie zaczęto pisać w krajowych, polskojęzycznych gazetach. Np. w „Świecie” artykuły na ten temat pojawiały się wielokrotnie. Bo sprawa powołania guberni chełmskiej wywoływała wówczas niezwykłe emocje.

O język i wiarę przodków

„Wiemy wybornie jak zapatrują się na nią bezpośrednio zainteresowani mieszkańcy tego obszaru; zarówno Polacy miejscowi, jak i ludność ruska tego kraju, która w przeciągu lat 40 walczyła uparcie o język i wiarę przodków, a obecnie tłumnie na katolicyzm przechodzi, nie tylko reformy owej nie pożąda, ale całą duszą jest jej przeciwną (…). Nie darowano więc, takim nawet powiatom, jak lubartowski, w którym liczba ludności prawosławnej wynosi 2024 osób (1.7 proc.) lub radzyński z cyfrą urzędową na 1 stycznia 1906 r. — 4137 (4,2 proc.)” — pisał z niepokojem redaktor „Świata”.

Jednak nie wszędzie statystyki wyglądały w taki sposób. Według ówczesnych danych „urzędowych” (potwierdziła je „Gazeta Polska”), w styczniu 1906 r., na terenie powiatu hrubieszowskiego żyło 63 668 prawosławnych. Natomiast w powiecie tomaszowskim było ich 42 921, w biłgorajskim — 31 451, w zamojskim — 13 925. To znaczny odsetek. Jednak nie było pewności czy ci ludzie chcieliby przyłączyć się bezpośrednio do imperium.

„Bo mniejszość rusińska i prawosławna zapytywaną nie była, gdyż petycye o wyłączenie chełmszczyzny z Królestwa podawały i podpisywały przeważnie osoby nie miejscowego pochodzenia, którym sami Rusini odmawiają wszelkiego prawa przemawiania w ich imieniu, wołając do nich, jeśli wierzyć pismom rosyjskim: Precz z Moskwą, precz z kacapami, obejdziemy się bez tambowców i tulszczan! (biskup Eulogiusz pochodził z Tambowa, a jego pomocnik z Tuły, stąd te przezwiska — dop. autor) — pisał redaktor Zakrzewski.

Niezadowoleni byli nie tylko Polacy, ale także Małorusini (tak nazywano wówczas Ukraińców) „Z góry powiedzieć można jaka to będzie reforma” — pisał dziennik „Rada”, wydawany przez Towarzystwo Ukraińskich Postępowców (była to tajna organizacja w rosyjskim imperium). „Utworzą nową gubernię z całym aparatem administracyjnym, jaki mamy we wszystkich guberniach. Zaprowadzą nowe, biurokratyczne prisutswia (tutaj zapewne chodzi o przepisy) i inne urządzenia wielkorosyjskie. Jak obecnie niczego innego spodziewać się nie można”.

Żydzi natomiast w sprawie reformy milczeli jak zaklęci (tylko w powiecie chełmskim żyło ich wówczas ok. 30 tys.). Nie wiadomo czy ją potępiali, czy było im po prostu wszystko jedno. I w prasie dostało im się za taką postawę! Tak to skwitował redaktor „Świata”: „Można by doprawdy zapytać, jak ów Żydek, co to zagadnięty przez nauczyciela o jakiś szczegół — o liczbę nóg u chrabąszcza przypuśćmy — z właściwą swej rasie dyalektyką, pytaniem na pytanie odpowiedział: to pan profesor już nie ma większego zmartwienia?”.

Argumenty niby broń stępiona

A mogło to mieć ogromne znaczenie. „W Kowlu mieszka dwadzieścia sześć tysięcy ludności, wśród której Małorusini tworzą czterdzieści pięć procent zaludnienia, Żydzi czterdzieści trzy procent, Polacy dziesięć procent” — pisał w 1910 r. Bolesław Prus. „Jest to więc miasto małorusko-żydowskie. W ogóle w guberni wołyńskiej na półczwarta miliona ludności żyje: siedemdziesiąt procent Małorusinów, czternaście procent Żydów, niecałe dziewięć procent Polaków i cztery procent Niemców. Wielkorosjanie według źródeł urzędowych tworzą zaledwie cztery dziesiąte procentu ludności, są więc trzydzieści pięć razy mniej liczni aniżeli Żydzi, a sto trzydzieści pięć razy mniej od Małorusinów”.

Co z tego według pisarza wynikało? „Oto rezultat półwiekowej walki z dziesięcioma procentami Polaków” — argumentował. „Kraj jak był, tak jest i będzie małoruskim; liczba Żydów nieco wzrosła, a liczba Wielkorosjan dosięgła bajecznej cyfry… piętnastu tysięcy osób! Było też o co tyle robić hałasu, tyle pisać zakazów i tyle praktykować prześladowań. Jeżeli projektowana gubernia chełmska tyleż zdobyczy przyniesie „prawdziwej” rosyjskości, to, zaiste, szkoda nie tylko pieniędzy na jej ufundowanie, ale nawet czasu na obrady”.

Takie głosy rządzących nie przekonywały. „Jeśli nie zajdą jakieś szczególne okoliczności projekt wyrżnięcia żywego ciała Królestwa Polskiego dla guberni chełmskiej zostanie załatwiony przed prawosławnemi świętami” — martwił się w kwietniu 1911 r. redaktor E. Malinowski. „Argumenty historyczne, statystyczne, dane wyznaniowe porzucono, niby broń stępioną. Ujęto zaś broń ostrzejszą: argumentu etnograficznego, iż to ziemia etnograficznie rosyjska. Tu nie ma znanych danych, ani cytat, ani cyfr, czyli chytre Polaki nie będą więc miały co zbijać, ani obalać”.

I dodał ze złością: „A episkop Eulogiusz, p. Czichaczew (jeden z orędowników powołania nowej guberni) mogą dać słowo honoru, że gdy przyłożą ucho do matki-ziemi chełmskiej, słyszą wyraźnie, po wielkorosyjsku: „Zdrastwujtie”.

Rosyjski rozum stanu

W maju 1911 r. Duma Państwowa Rosji uchwaliła wniosek o wyodrębnieniu guberni chełmskiej z Królestwa Polskiego. Nie wszyscy byli jednak jednomyślni w tej sprawie. Polscy posłowie protestowali, zbijali każdy argument orędowników utworzenia guberni. Zachowywali się dzielnie.

„Ponieważ prof. Ludwik Dymsza, pan Parczewski (Alfred) i dr Harusewicz bronią z niewyczerpaną energią każdej piędzi ziemi chełmskiej i atakują bez zmęczenia każdy paragraf projektu chełmskiego, powstaje przeto krzyk: Polacy robią obstrukcyę…” — relacjonował red. E. Malinowski.

Owa „obstrukcya” nie pomogła. 6 lipca 1912 r. Duma uchwaliła ustawę w sprawie utworzenia nowej guberni. Zaaprobowała ją Rada Państwa Imperium Rosyjskiego, a następnie zatwierdził car Mikołaj II. Klamka zapadła. Nową gubernię podporządkowano bezpośrednio ministerstwu spraw wewnętrznych Rosji. Sprawy sądowe miały przejść natomiast do „sądowego okręgu kijowskiej izby”. W końcu gubernię, jak to określono, ostatecznie sformalizowano w 1913 r. (wtedy poszerzono oficjalnie granice cesarstwa).

Z polskiego punktu widzenia było to wszystko absurdalne. Z wielu względów. „Od Chełma (czyli stolicy nowej guberni) do Warszawy jest np. 231 wiorst (jedna wiorsta to było ok. 1066,7 m), a od Chełma do Kijowa 577” — skwitował z przekąsem redaktor Malinowski.

Nowa gubernia chełmska okazała się zresztą… większa niż zakładano jeszcze w 1907 r. Zajmowała obszar 16 tys. km. kw. W jej granicach znalazło się ok. 900 tys. osób. Katolicy stanowili tam ponad 53 proc. ludności.

Polacy byli rozgoryczeni całą, rosyjską polityką. Można było o tym przeczytać w numerze „Gazety Warszawskiej” z 15 stycznia 1913 r. (co ciekawe egzemplarz tego pisma, które znajduje się w zbiorach autora tego tekstu, został przesłany do jednego z ówczesnych prenumeratorów niejakiego „W-nego Moraczewskiego” z Wożuczyna, o czym informuje naklejka na pierwszej stronie).

„Zarówno cały kierunek polityki wewnętrznej, jak i względy polityki zagranicznej, sprawiają, że kwestya polska w państwie rosyjskiem musi być tłumiona i w cień spychana” — czytamy w artykule pt. „Rosya i kwestya Polska w dobie obecnej”. „Ci z pośród polityków rosyjskich, którzy ogarniają umysłem szerszy widnokrąg spraw bytu państwowego, zdają sobie w głębi duszy nieraz sprawę z tego, że jest to kwestya bardzo doniosła, rozumiejąc wszakże, iż Rosya niema możności rozwiązania jej w taki czy inny sposób, robią taką minę, jakby ją lekceważyli, jakby jej nie przypisywali szczególnego w życiu państwowem znaczenia, lub jakby uważali, że wszystko w tej sprawie jest na najlepszej drodze. Jeżeli coś nie jest jak potrzeba, to tylko z winy Polaków, którzy nie umieją się przystosować do położenia, zgotowanego im przez rosyjski rozum stanu. Spychana z porządku dziennego, na który sama swoją wagą ciągle się narzuca, kwestya ta w najwyższych nawet organach państwowych, nie jest nigdy rozważana w swej istocie, nie jest traktowana w swej całości — od czasu do czasu tylko wypływa, jakaś jej cząstka, gdy chodzi o załatwienie tej czy innej sprawy”.

To oczywiście wywoływało frustrację. „Ogół nasz ma często wrażenie, że polityką rosyjską kwestyi polskiej kieruje jakiś wyrafinowany machiawelizm, oparty na dalekich planach, gdy przeciwnie o ostatecznych losach najważniejszych praw naszych decydują często czynniki drugorzędne, nie grające roli naczelnej w państwie, a korzystające z tego, że właściwi kierownicy państwa nie mają warunków do ujęcia polityki w tej kwestyi w jakiś głębiej obmyślany, konsekwentny system” — czytamy dalej w tym obszernym, emocjonalnym i anonimowym artykule. „I to właśnie jest najfatalniejsze w naszym położeniu. Bo to odbiera tej polityce cechy odpowiedzialności, i stanowi niesłychaną przeszkodę do zorganizowania jakiejś planowej akcyi z naszej strony”.

Być może jednak o taką dezorientację Rosjanom chodziło. Bo niebawem pokazali, jaki jest naprawdę ich „rozum stanu”.

Zamość w Rosji

„W roku 1913 w granicach utworzonej wówczas guberni chełmskiej, wyłączonej z Królestwa Polskiego i wcielonej bezpośrednio do Cesarstwa Rosyjskiego, znalazło się także miasto (Zamość)” — pisał historyk Jan Lewandowski w wydanej w 1980 r. publikacji pt. „Zamość. Z przeszłości miasta i twierdzy”. I dodaje: „Wydarzenia 1914 r. uniemożliwiły realizację planów caratu, zakładających całkowitą rusyfikację tego terenu”.

O guberni chełmskiej na Zamojszczyźnie zapomniano. Jej utworzenie nie odcisnęło wyraźnego piętna na mieszkańcach regionu (zabrakło chyba na to czasu). Warto jednak pamiętać jak łatwo Rosjanom przyszło uznanie Zamojszczyzny i m.in. Chełmszczyzny za ziemię „etnograficzne rosyjską”.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wlodawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto